Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2012

urodziłem się pewnego błękitnego dnia

synestezja to stan, zdolność lub według niektórych zaburzenie, które interesowało mnie od bardzo dawna. muzyka widziana za pomocą barw, liczby określane za pomocą faktur, kolory mające określone kształty - brzmi absurdalnie? niekoniecznie. tak naprawdę wielu z nas doświadcza takich wrażeń, często nie zdając sobie z tego sprawy. 

daniel tammet jest jednak wyjątkowy. oprócz synestezji, mężczyzna cierpi na zespół aspergera - łagodniejszą formę autyzmu. w dzieciństwie miał również ataki epilepsji. żadne z tych zaburzeń nie przeszkodziło mu w dorosłym życiu. dzięki niezwykłym zdolnościom arytmetycznym i językowym, np. zapamiętywaniu nieskończonych sekwencji liczb, szybkiej nauki języków, kojarzeniu różnych wydarzeń z określonymi kształtami, fakturami i cyframi - udało mu się przetrwać trudne chwile. w dzieciństwie liczby były jego najlepszymi przyjaciółmi, a najbardziej upodobał sobie cyfrę 4, która tak jak on, była 'cicha i nieśmiała'.

urodziłem się pewnego błękitnego dnia jest niezwykle interesującą historią człowieka, który dzięki wsparciu licznej rodziny oraz wartościowych przyjaciół, odnalazł swoje miejsce na ziemi oraz spełnił swoje marzenia. przede wszystkim otworzył się na ludzi, a jak wiadomo, w przypadku osób z autyzmem czy zespołem aspergera, jest to dość trudne i często kłopotliwe. 

wspomnienia daniela tammeta są pełne niezwykłych faktów, np. dotyczących wielkości liczby pi czy synestetycznych zdolności williama szekspira, a także różnych teorii powstania synestezji. według jednej z nich język wyłonił się z synestezyjnych powiązań w ludzkim mózgu. 

książkę tę polecam każdemu, zwłaszcza osobom, które interesują się ludzką psychiką. ten pamiętnik uwrażliwia. być może sprawi, że z większą akceptacją i zrozumieniem spojrzymy na osoby, które mogą cierpieć z powodu swojej choroby. jak widać, zaburzenie nie musi być przekleństwem. daniel tammet poradził sobie doskonale - dzięki temu, co 'trzymał' w swojej głowie, stał się najbardziej rozpoznawalnym sawantem na świecie. napisał książkę po to, by między innymi przekonać innych autystyków, że u nich też może być normalnie.

ocena: 5,5/6.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

zbyt wiele szczęścia

bohaterów tej książki o jakże przewrotnym tytule wcale nie spotyka zbyt wiele szczęścia.

to jest niesamowite uczucie, gdy czytasz opowiadania napisane bardzo przystępnym językiem, co powoduje, że wydają się lekkie i przyjemne, a tu zza każdego rogu kartki czai się coś, co wprawia w osłupienie; historia, która powala na łopatki swoją złożonością, bez krzty efekciarstwa czy kiczu.

każde z tych dziesięciu opowiadań napisanych przez laureatkę międzynarodowej nagrody bookera, niesie na swoich plecach cień tragedii, cień tajemnicy, cień cierpienia. z pozoru banalne historie dotyczące przemijania, śmierci, zazdrości, przebaczenia.. stają się unikatowe ze względu na psychologiczne podejście do bohaterów, którzy często nie zdają sobie sprawy z przeżywanych wydarzeń, pragną jak najszybciej uporać się z problemami, a zapominają o poszczególnych etapach radzenia sobie z cierpieniem, które nieprzetworzone prędzej czy później się odezwie. 

niektóre tragiczne historie zawarte głęboko zapadają w pamięć. pod płaszczykiem codzienności chowają się obawy przed ujawnieniem prawdy, wątpliwości co do wybaczenia, dylematy związane z wyborem odpowiedniej drogi w życiu, próby dotarcia do swoich pragnień i uzasadnienia własnych zachowań.

każde opowiadanie to mały kanadyjski skarb narodowy. alice munro pisze opowiadania od 50 lat, więc mam nadzieję, że polskie wydawnictwa będą miały co robić w tym kierunku.



ocena: 5/6.


wtorek, 26 lipca 2011

wyspa


mam wrażenie, że każdy kto jedzie do grecji, zabiera tę książkę ze sobą. w zeszłym roku nie udało mi się jej zdobyć na czas, w tym natomiast stwierdziłam, że nie odpuszczę i wyspa brytyjskiej pisarki victorii hislop powędrowała ze mną na kretę.


akcja powieści dzieje się właśnie na krecie, w place - małym miasteczku położonym w północno-zachodniej części wyspy. alexis, młoda pani archeolog, postanawia dowiedzieć się czegoś na temat rodziny swojej matki. do tej pory był to temat tabu, jednak nadszedł moment, by odkryć rodzinne tajemnice. w tym celu alexis udaje się do plaki, skąd od razu zauważa małą wyspę - spinalongę - miejsce zesłania trędowatych. w miejscowości spotyka starą przyjaciółkę swojej mamy, której zadaniem jest przekazanie wszystkiego, co wie na temat rodziny matki alexis. tak zaczyna się ta pełna kreteńskiego uroku, ale też sentymentalna i trochę egzaltowana opowieść, gdzie tragedie nie dają odpocząć poczciwych ludziom, tylko podchodzą do nich z każdej strony życia i bezczelnie atakują. choroby, morderstwa, zesłania, zdrady - odnajdziemy w tej książce wszystko, czego na pewno sami nie chcielibyśmy doświadczyć. jedna historia pociąga za sobą kolejną i nie sposób oderwać się od każdej z nich, nie dowiadując się wcześniej, co będzie dalej...

wcześniej specjalnie nie przepadałam za tego rodzaju pokoleniowymi historiami, jednak tym razem wyspa przypadła mi do gustu. to wciągająca, mądra, czasem przewidywalna, napisana prostym językiem opowieść, którą polecam wrażliwcom. chusteczki też się przydadzą ;)


ocena: 5/6.


zapomniałam wspomnieć, że będąc w chanii (miejscowość na krecie), trafiliśmy na wystawę poświęconą mini-serialowi nakręconemu na podstawie tej książki. w grecji ta powieść była takim hitem, że przeniesiono ją na ekran telewizyjny.



poniedziałek, 25 lipca 2011

babie lato

z philippem bessonem jest jak z amelie nothomb. ich książki chłonie się podczas jednej podróży pociągiem, jednego spaceru do parku czy jednego wieczoru przed snem. i wbrew pozorom nie jest to zarzut.

jestem blisko przeczytania wszystkich książek bessona wydanych u nas w polsce. babie lato jest jego "moją" czwartą powieścią i należy do "typowych" książek tego autora - małe miasteczko, skupienie na dwóch (może trzech) bohaterach, niewielka akcja, psychologiczne podejście do człowieka. dla mnie niewiele więcej potrzeba, żeby uznać jego powieść za udaną, gdyż philippe besson zgrabnie prowadzi czytelnika po zaułkach myśli bohaterów. tym razem wziął pod swoje skrzydła parę, która spotyka się po pięciu latach, poprzedzonych trudnym rozstaniem. tłem dla ich rozmowy jest mała duszna kawiarnia, do której nie zagląda nikt poza barmanem, wspólnym znajomym obojga. 
pomimo iż ich spotkanie jest zupełnie przypadkowe, gdyż przy rozstaniu obiecali sobie, że nigdy więcej się nie będą kontaktować, to jednak uczucia powstałe w ciągu ich kilkuletniego związku dają o sobie znać nawet po tych pięciu latach, włącznie z żalami, pretensjami i próbami zapomnienia o tym, co złe. wszystko wraca. bohaterowie początkowo próbują rozmawiać ze sobą w taki sposób, żeby ukryć własne słabości i nie przyznawać się do tego, co ich dręczy, jednak żeby wszystko stało się jasne, potrzebna jest im szczerość, która powoli nadchodzi...

mądra to książka. piękna i pomimo tylko 150 stron, pełna wielu ludzkich zmagań, zwłaszcza jeśli te zmagania dotyczą uczuć wobec drugiego człowieka. nic tu więcej nie dodam, po prostu polecam!



ocena: 5/6.

sobota, 28 maja 2011

córka żołnierza nie płacze

kaylie jones jest córką słynnego pisarza jamesa jonesa. jest to jedyna powieść tej autorki wydana u nas w kraju, a szkoda, bo chętnie sięgnęłabym po inne jej pozycje. córka żołnierza nie płacze to świetnie napisana powieść obyczajowa, pisana z perspektywy czasu przez młodą kobietę, która wspomina swoje dzieciństwo w paryżu, zaadoptowanie przez rodziców małego chłopca, który zupełnie zmienia stosunki w rodzinie, zazdrość wobec najbliższych, a z drugiej strony trwanie przy sobie w najtrudniejszych chwilach.

kaylie jones zachwyca bezpretensjonalnością i łatwością wchodzenia w głowy bohaterów. relacje w tej rodzinie mogą być skomplikowane, ale nikt nie zapomina o sobie nawzajem. ich życie w książce toczy się płynnie, z dojrzewaniem dzieci w tle, z pierwszymi doświadczeniami seksualnymi i pierwszymi bójkami, z liberalnym podejściem do życia, ze swobodą wychowywania w zaufaniu, a jednocześnie w szacunku i zrozumieniu. 

chociaż główna bohaterka - córka żołnierza - była małą, rozpieszczoną egoistką, to jednak wyrosła na mądrą kobietę, która pisze swoje wspomnienia - po części fikcyjne, bo pamięć wybiórczo traktuje doświadczenia i zachowuje je w głowie w różnej, często zmienionej postaci. tak naprawdę nie jest to dosadnie napisane, ale powieść można nazwać autobiograficzną, a na pewno dotyczącą relacji pisarki z ojcem. 

jest to kolejna książka z serii kalejdoskop, która mnie ujmuje i sprawia, że czuję radość z przeczytania książki. trudne relacje pod płaszczykiem swobodnego stylu pisarki można połknąć w jeden wieczór, jednak polecam dawkować sobie tę przyjemność poznawania prawdy o rodzinnych smaczkach, nawet jeśli bywają słodko-gorzkie.



ocena: 5/6.

niedziela, 13 marca 2011

listy miłości

trochę bałam się tej książki. nie czytałam nigdy niczego, co wyszło spod pióra marii nurowskiej, a jej powieści jawiły mi się głównie jako romansidła, sama nie wiem dlaczego. w każdym razie trafiły w moje ręce listy miłości i postanowiłam dać im szansę.

w kilku słowach, to była wielka przyjemność obcować z bohaterami tej powieści, tych listów, które tak naprawdę stanowiły spowiedź zagubionej, atakowanej przez przeszłość kobiety. elżbieta elsner to młoda żydówka, która by przetrwać w gettcie, stała się prostytutką. z pomocą jednego klienta zyskała nowe nazwisko, nowe dokumenty, a także nowe życie - krystyny chylińskiej. wykorzystała tę szansę, by ucieć i trafiła do domu polskiej rodziny. z jednej strony zaczyna się tu wielkie uczucie łączące krystynę z doktorem andrzejem korzeckim, a z drugiej jest to początek życia opartego na kłamstwie, bo krystyna nie wyjawiła ukochanemu swojej historii. dla niego od początku do końca była tylko krystyną.

początkowo kłamstwa tak bardzo nie doskwierają, jednak z biegiem czasu przeszłość upomina się o swoje. krystyna jest rozbita pomiędzy tym, czego pragnie a tym, jakie ma możliwości. podejmuje decyzje, które mogłyby być tragiczne w skutkach, gdyby wyszły na światło dzienne. uciekinierka z getta prowadzi podwójne, a nawet potrójne życie, bo te opisane w listach znacznie różni się od rzeczywistości. ten stan trwa do czasu, bo z każdym rokiem coraz trudniej jest żyć z tak wielkimi tajemnicami, a lęk o swoją przyszłość daje się we znaki i podświadomie ją rujnuje.

im dalej w kartki, tym bardziej podobało mi się, to co było tam napisane. psychika kobiety owiniętej przez tragiczne zdarzenia. bardzo trudno jest po tym wyjść na prostą.


ocena: 5/6.

środa, 16 lutego 2011

1Q84 tom 2.

och, murakami, czemu mi to robisz? czemu zostawiasz mnie w środku tej zawikłanej historii z little people, z powietrzną poczwarką, z małą fukaeri, która razem z tengo tworzy nierozerwalny duet (w końcu razem napisali powieść, a to łączy bardziej w tym przypadku niż jakakolwiek inna więź) i wreszcie z aomame, czekającą na spełnienie słów lidera... 

czemu, czemu? 

nie wiem, ile czasu będę musiała czekać na finał tej powieści opisany w trzecim tomie. chciałabym jednak, żeby ten czas minął jak sen. pragnę wrócić do świata, gdzie na niebie widoczne są dwa księżyce, odzwierciedlające cień serca i umysłu. wsiąknęłam w rok 1Q84 całą sobą.

w tego typu powieściach lepiej nie zdradzać fabuły, więc ograniczę się tylko do wspomnienia, że aomame i tengo ciągną do siebie jak magnes do lodówki, jak ćmy do światła. nie mają ze sobą kontaktu od dwudziestu lat, a mimo wszystko obydwoje pielęgnują w swoich sercach krótkie wspólne wspomnienie z dzieciństwa. niby podejmują świadome decyzje, zupełnie niezwiązane ze sobą nawzajem, ale to wszystko okazuje się złudne, gdyż tengo i aomame powiązani są jedną nitką i wystarczy otworzyć szerzej oczy, by tę nitkę znaleźć i iść wzdłuż niej do siebie. 

z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. nic nie dzieje się bez przyczyny w świecie rządzonym przez little people, a ja nie bez przyczyny sięgam po kolejną powieść murakamiego. 

ocena: 5,5/6.

niedziela, 23 stycznia 2011

1Q84 tom 1.

polski przekład „1Q84” autorstwa anny zielińskiej-elliott jest trzecim na świecie (po koreańskim i chińskim) tłumaczeniem najnowszej powieści harukiego murakamiego – tytuł nawiązuje do "1984" george’a orwella; po japońsku wyraz „dziewięć” wymawia się jak angielskie q, a q nawiązuje do słowa „question” – pytanie.

1Q84 to wielki popis pisarski murakamiego. tym razem autor wysunął na pierwszy plan okrucieństwo świata, działalność sekt, znęcanie się nad kobietami, a nawet małymi dziewczynkami. to wszystko brzmi bardzo bezwzględnie i jednocześnie realnie. jak dla mnie jest to najbardziej rzeczywista z jego wszystkich książek, aż do momentu... gdy pojawiają się little people. kim są i czym się zajmują - pozostawię to pytanie bez odpowiedzi, gdyż tak naprawdę po przeczytaniu pierwszego tomu, sama jeszcze tego nie wiem. 
pierwszy tom to swego rodzaju nakreślenie sytuacji, wprowadzenie w tajemniczy świat bohaterów osadzonych w głębokiej i niezbyt wesołej rzeczywistości. murakami nie zapomina o ulubionych przez czytelników elementach jego pisarstwa. podwójne życia bohaterów, tajemnice skrywane głęboko w podświadomości w pewnym momencie wychodzą na wierzch i zmuszają do zmierzenia się z rzeczywistością, zwłaszcza gdy weszło się do rzeki po samą szyję i trzeba uważać, by w niej nie utonąć.

powieść toczy się dwutorowo. na przemian opisywane są losy dwójki bohaterów. aomame to trenerka fitness, która po godzinach zajmuje się zabijaniem mężczyzn niebezpiecznych dla otaczających ich kobiet. aomame nie jest z nikim związana, od czasu do czasu udaje do swojego ulubionego baru w celu poderwania kogoś na jedną noc. gustuje w starszych mężczyznach, najlepiej łysiejących i o ładnym kształcie głowy. w pewnym momencie kobieta zaczyna zauważać dziwne rzeczy, które wokół niej się dzieją, np. widzi dwa księżyce i zupełnie nie pamięta pewnych ważnych wydarzeń, które działy się w jej kraju.. tengo natomiast to wykładowca matematyki, ukryty pisarz, który redaguje teksty innych autorów. pewnego dnia dostaje zlecenie poprawienia powieści młodej pisarki - fukaeri, która ma problemy z pisaniem i czytaniem (mimo wszystko napisała powieść!) oraz posługuje się urwanymi zdaniami, a w jej wypowiedziach brak jest intonacji i rytmu. tengo szybko nawiązuje kontakt z fukaeri, która obdarza go wielkim zaufaniem, i angażuje się w historię związaną z powietrzną poczwarką..

nie będę pisać więcej o fabule, bo lepiej przeczytać książkę samemu i dowiedzieć się więcej. historie bohaterów z początku niepowiązane ze sobą, z czasem zazębiają się coraz bardziej. wszystko jest owiane tajemnicą, a czytelnik musi zbierać poszczególne fragmenty, by na koniec ułożyć z nich swego rodzaju puzzle i dowiedzieć się, co się za nimi kryje. co prawda, to dopiero jedna trzecia historii, więc czasu jeszcze dużo przed odkryciem tajemnicy. mam tylko nadzieję, że prawda nie będzie tak do końca okrutna, jak się na razie zapowiada.

jednym słowem, murakami jest w świetnej formie i oby to była forma zwyżkowa!

ocena: 5/6.

niedziela, 19 grudnia 2010

biografia głodu

biografia
trzeba tu uściślić, że mój głód należy rozumieć w najszerszym znaczeniu tego słowa: sprawa nie byłaby może tak poważna, gdybym łaknęła tylko pożywienia. lecz czy istnieje coś takiego, jak łaknienie samego tylko jedzenia? czy istnieje głód brzucha, który nie byłby przejawem głodu w ogłoniejszym znaczeniu? dla mnie głód to ów przerażający brak odczuwany całą istotą człowieka, ta trzymająca w kleszczach pustka, to dążenie nie tyle do utopijnej pełni, ile do zwykłej rzeczywistości; błaganie, by tam, gdzie nie ma nic, coś było.

autobiograficzna powieść amelie nothomb wprowadza nas w egzotyczny świat podróży po miejscach, gdzie łaknie się nie tylko jedzenia, lecz także języków, książek, akceptacji, poznania. mała dziewczynka zostaje wepchnięta w wir przeprowadzek, przenosin ze szkoły do szkoły, zaburzeń związanych z jedzeniem oraz z postrzeganiem własnej osobowości.
w wieku siedmiu lat nasza bohaterka stwierdziła, że doświadczyła już wszystkiego. była boginią, była obiektem szyderstw, przeżyła choroby, samobójstwo, rozstanie, próbowała alkoholu, a także spróbowała miłości (w pewnym sensie znaczenia tego słowa). do tego czasu mieszkała w japonii i w chinach. mając osiem lat przeniosła się wraz z rodziną do nowego jorku i tutaj zaczął się szał, codzienne wieczorne wyjścia (przy okazji mnóstwo dobrego alkoholu), tak zwane wspaniałe życie, za którym się tęskni i które wspomina się z nostalgią. jednak niczego nie da się porównać z japonią, pierwszą miłością. powrót do niej w wieku późniejszym spowodował rozwój i niegasnące pragnienie, by pisać, codziennie przez cztery godziny.

zakochałam się w pisarstwie amelie już jakiś czas temu. przez ostatnie dni jednak zakochałam się w samej amelie, zwłaszcza tej małej, nieznośnej, skupionej na sobie dziewczynce. traumatyczne przeżycia dosrastającej nastolatki odkładam na bok. ta książka nie sprawia, że będziemy się użalać nad bohaterką, wręcz przeciwnie, ja jej zazdroszczę trafnych spostrzeżeń, których efektem ubocznych były problemy z jedzeniem. mowa tu o głodzie, który bardzo trudno zaspokoić, ale to dążenie do sytości staje się sensem życia.

ocena: 5,5/6.

mała ikar

malaikar
zapętliłam się w moją ulubioną serię z miotłą. tym razem jest to historia ośmioletniej jessamy harrison, której ulubionymi zajęciami jest przebywanie w szafie, czytanie szekspira oraz pisanie haiku. jess nie ma przyjaciół, większość czasu spędza samotnie, a kontakty z innymi rówieśnikami jedynie wspomagają jej ataki histerii, na które cierpi.

rodzicami jess są anglik i nigeryjka. po kolejnym ataku dziewczynki, rodzice postanawiają wyjechać do nigerii, by ich córka poznała rodzinę i krewnych swojej matki, mając również nadzieję, że ten wyjazd wpłynie pozytywnie na dziecko. wycieczka ta jednak sprawia, że jess nawiązuje kontakt z dziwną dziewczynką tillytilly, która obiecuje się z nią zaprzyjaźnić i zabiera ją w różne nieznane miejsca. pobyt w nigerii jednak szybko się kończy, więc jess wraca do anglii, myśląc że już więcej nie zobaczy 'przyjaciółki'. okazuje się jednak, że tillytilly również i tam się pojawia. cały szkopuł w tym, że tylko dla jessy jest widzialna i słyszalna. tym razem tillytilly pokazuje swoje niebezpieczne oblicze, podjudzając jess do różnych występków i negatywnie wpływając na jej zachowanie.

magiczna to książka, pełna dylematów związanych z dorastaniem, z szukaniem własnej drogi, która nierzadko skrywa mroczne sekrety. czytając małą ikar, początkowo przychodziła mi na myśl powieść strasznie głośno, niesamowicie blisko foera, może przez główną postać dziecka, próbującego odkryć rodzinne tajemnice.

bez wątpienia jest to powieść godna polecenia. helen oyeyemi napisała tę debiutancką książkę, będąc jeszcze w liceum. w ciągu kilku miesięcy dzieło zyskało uznanie wielu wydawców z siedemnastu różnych krajów. z chęcią przeczytam jej kolejne książki. mam nadzieję, że będą równie wciągające i poetyckie jak mała ikar.

ocena: 5/6.

prawiek i inne czasy

prawiek
już po pierwszym zdaniu, mówiącym o tym, że prawiek leży w centrum wszeświata, poczułam, że mam wielką ochotę rozpocząć przygodę z książkami olgi tokarczuk właśnie teraz. wstyd przyznać, ale jestem dopiero po dwóch lekturach tej osławionej pisarki, jednak obiecuję poprawę, zwłaszcza że powieść prawiek i inne czasy tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, jak wybitną autorką jest tokarczuk oraz jak daleko wgłąb człowieka i jego historii może się ona posunąć. było to piękne, metaforyczne spotkanie z rodzinną sagą, z powieścią poniekąd folklorystyczną, a nawet mityczną.

prawiek to nie tylko określenie czasu, ale przede wszystkim mała miejscowość niedaleko kielc, gdzie toczy się akcja powieści, powieści przeplatanej dwoma wojnami, które naznaczyły bolesne ślady w życiach prostych ludzi. jst czas wojen, czas gry, czas aniołów, czas matki boskiej, czas złego człowieka, a przede wszystkim jest czas poszczególnych mieszkańców. 

poszczególne charakterystyki postaci chwytają za serce. powieść porusza głęboko dzięki mniejszym lub większym tragediom wkradającym się do życia mieszkańców prawieka. mamy tu do czynienia ze stara florentynką, która rozmawia ze swoimi psami i ma pretensje do księżyca, że nie jest jej sprzymierzeńcem. jest rodzina boskich i rodzina niebieskich, których aż trzy pokolenia przewijają się przez powieść. jest i kłoska, która ma obłęd w oczach i wydaje się, że posiada swego rodzaju tajemną wiedzę. wszystkie postaci mają wyraźny rys, żadna z nich nie jest nijaka.

to, co najbardziej urzeka w tej literackiej wariacji to realizm magiczny, który sprawia, że chociaż losy człowieka bywają ciężkie i trudne do zniesienia, to jest coś poza tym, coś co pozwala oderwać się od rzeczywistości, istnienie boga, aniołów, przyrody. te dwa różne światy uzupełniają się wzajemnie, a ich symbioza sprawia, że chcę jeszcze bardziej zagłębić się w świat książek tokarczuk.

ocena: 5/6.

tańcz, tańcz, tańcz

tancz
po przygodzie z owcą wiedziałam, po którą powieść murakamiego sięgnę następny razem. tańcz, tańcz, tańcz jest jedną z trzech książek należących do trylogii szczura (trzecia niewydana jeszcze w polsce) i nawiązuje do człowieka-owcy, przypomina o dziewczynie o pięknych uszach imieniem kiki, a przede wszystkim wraca do głównego bohatera, dziennikarza samotnika, który jest coraz bardziej znudzony swoim życiem i postanawia wrócić do hotelu pod delfinem, w którym przebywał przed laty (i odkrywał przygody z owcami), a wewnętrzny głos podpowiada mu, że tam znajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania o sens swojego życia.

to nawet nie jest skrót tej historii, która toczy się na wielu poziomach i w każdym momencie powieści można się zatrzymać i traktować poszczególne fragmenty jak swoiste perełki. najbardziej lubiłam spotkania i rozmowy głównego bohatera z yuki, trzynastoletnią dziewczynką, którą poznaje w hotelu i dziwnym zbiegiem okoliczności musi się nią zaopiekować. obydwoje przypadają sobie do gustu i nawiązuje się pomiędzy nimi nić przyjaźni wsparta paranormalnymi przeczuciami i twierdzeniem, że obydwoje nie są normalni, aczkolwiek mają dobre intencje i dbają o siebie wzajemnie.

dawkowałam sobie tę przyjemność czytania, bo nie chciałam, żeby się za szybko skończyło. chociaż nie jest to lektura krótka, to można ją pochłonąć w kilka wieczorów. murakami staje się moim coraz większym kumplem, zwłaszcza z każdą przeczytaną przeze mnie jego powieścią. teraz pozostaje mi czekać do 10 listopada na nową historię.

ocena: 5/6.

być przez chwilę sobą

besson
to moje drugie spotkanie z bessonem (pierwsze były niepewne dni) i muszę przyznać, że tym razem było ono niezwykle interesujące, z naciskiem na wyżej wymieniony przysłówek. długo odkładałam tę książkę, gdyż bałam się, że to będzie historia ciągnąca się jak flaki z olejem: małe miasteczko, nic się nie dzieje, mieszkańcy wiodą pełne spokoju życie i tak dalej, i tak dalej. otóż nic z tych rzeczy! ta powieść zachwyca już od pierwszych stron, zarówno dojrzałością autora, jak i wrażliwością widoczną tekście oraz w samych bohaterach. 

historia zaczyna się od powrotu do miasteczka thomasa, który przez pięć lat przebywał w więzieniu. zbrodnia, którą popełnił (lub której nie popełnił) wisi nad nim jak czarna chmura, a mieszkańcy nie dają mu o niej zapomnieć i dziwią się, co mężczyznę sprowadza do falmouth, skoro nie jest tu mile widziany. thomas jednak próbuje uwolnić się od przeszłości poprzez rozmowy z tymi, którzy nie oceniają go negatywnie. najważniejsze jednak okazuje się czekanie, które sprawi, że główny bohater odnajdzie swoją drogę.

to, co mnie najbardziej urzekło w tej książce to wchodzenie wgłąb, odkrywanie poszczególnych sekretów, szukanie w głowach bohaterów właściwej drogi, a niekoniecznie prostych, gotowych rozwiązań. forma książki sprzyja odkrywaniu tajemnic. krótkie, często urywane akapity, które same w sobie stanowią językową wartość. tak, bardzo mnie poruszyła ta książka, szczerze polecam wrażliwcom.

ocena: 5,5/6.

polowanie na obłoki

polowanie
ida: ma orzechowe włosy i dziurę w brodzie(...). lubi być dziecinna, robić łańcuszki ze spinaczyalbo ususzonych pestek jabłka. łapać na rękaw płatki śniegu i zachwycać się ich kształtami. siedzieć w oknie, kiedy pada deszcz i mieć herbaciany nastrój. chodzić ostrożnie i powoli po świeżym śniegu.

tobi: ma oczy koloru ciemnego miodu i jest czarodziejem. zamienia łzy w pestki jabłka i chowa je do kieszeni. lubi wychodzić nocą na plac zabaw i huśtać się na huśtawce. lubi zamykać powieki i myśleć o morzu. lubi też dźwięk pozytywki z pokoju idy(...). nikt nie potrafi go dotknąć. 

jest jeszcze chłopiec z szafy, marianna, arachiel, gemma i inni. jest poszukiwanie przyjaźni, chwytanie się resztkami sił (i łez) swoich pragnień, jest próba dotarcia do innych ludzi, jednocześnie odsuwając się jak najdalej tylko można. jest smutno, ale piękny ten smutek. dla wrażliwych.

ocena: 5,5/6.

śniadanie u tiffany'ego

sniadanie
od dawna chodziło mi po głowie przeczytanie tej historii i stwierdziłam, że w te wakacje nie odpuszczę. chociaż ta powieść (bardziej nowela?) ma tylko 90 stron, od wielu lat przyciąga czytelników, a może bardziej filmowych wielbicieli audrey hepburn, którzy jednoznacznie kojarzą ją z postacią holly golighty. 

trzbea przyznać, że capote pisze przejrzyście, myśli same tworzą się w zdania i czyta się to świetnie. główna bohaterka jest wieczną podróżniczką, która ucieka od stabilności i szuka szczęścia pośród bogatych, powiązanych z mafią, mężczyzn. jest przy tym rozbrajająco szczera, pełna uroku, odważna i przede wszystkim wierna sobie. ciągle w podróży, ma wielu wielbicieli, którzy oddaliby wszystko za jej uśmiech, cokolwiek, czym by ich obdarowała. holly jednak wie, czego nie chce i uparcie dąży do swego szczęścia. zaprzyjaźnia się ze swoim sąsiadem, którego nazywa fredem, na cześć swojego brata. fred jest narratorem w tej minipowieści i z wielką przyjemnością i jednocześnie tęksnotą opisuje historię holly.

w tym wydaniu zostały również zawarte trzy inne opowiadania. dom z kwiatów opowiada o dziewczynie, która będąc damą do towarzystwa poznała wieśniaka, pokochała go i natychmiast zostawiła dla niego wszystko. dla miłości była gotowa znieść wszelkie upokorzenia. diamentowa gitara i bożonarodzeniowe wspomnienia to dwie historie, które mówią o tęsknocie za tym, czego się nie ma lub co gorsza, co się utraciło. wszystko napisane w tym samym słodko-gorzkim klimacie.

ocena: 5/6.

przygoda z owcą

przygoda
brakowało mi takiej powieści na drodze moich czytanek. dodatkowy plus, że to murakami, bo ostatnio przyzwyczaiłam się do jego opowiadań, powieści autobiograficznych (o czym mówię, kiedy mówię o bieganiu) i chociaż mi się to podobało, to gdzieś w środku czułam niedosyt, więc zamówiłam sobie już jakiś czas temu przygodę z owcą i norwegian wood. teraz muszę powiedzieć, że jestem bardzo kontenta.

książki murakamiego czytam na bieżąco, jeśli coś nowego wychodzi, biegnę do księgarni. te dużo wcześniejsze raczej wybieram instynktownie - spodoba mi się tytuł, okładka, opis. chociaż i tak mam zamiar przeczytać wszystkie. przygoda z owcą długo czekała na swoją kolej, ale za to uhonoruję ją tytułem jednej z najlepszych książek tego japońskiego pisarza!

nie mogłam się oderwać od czytania w podróży. za oknem miałam piękne widoki, ale mimo wszystko wracałam co i raz do książki, żeby sprawdzić, czy główny bohater znajdzie tajemniczą owcę i czy to rozwiąże jego problemy. absurdalna jest ta historia, z cudownymi uszami pewnej dziewczyny, z owczym profesorem, z człowiekiem owcą i pewną dozą ludzkiej przeciętności i samotności, jak to zwykle u murakamiego bywa. 

nie będę pisać o fabule, żeby nie zdradzać szczegółów. do tej książki trzeba po prostu zajrzeć i dać się ponieść owczej przygodzie. 

ocena: 5/6.

powieść dla kobiet

powiesc

powieść dla kobiet została później wydana pod tytułem mężczyzna idealny, na podstawie której to film oglądałam co najmniej trzy razy, a mimo to do samego końca nie zdawałam sobie sprawy, że to ta sama historia. może dlatego, że na tyle wciągnęła mnie ta pozycja, że nie skupiałam się na niczym innym niż na samych czytanych przez moje oczy literkach. dopiero na koniec przyszło olśnienie! i dobrze, że tak, bo tak naprawdę nie lubię czytać po wcześniejszym obejrzeniu filmu. kolejność 'najpierw książka- później film' powinna być zdecydowanie zachowana w moim wypadku.

- pytanie brzmi: co pana zdaniem robię w ostatnich dniach? - wypaliłam bez zastanowienia, aż sama się przestraszyłam tych słów.
- stara się pani we mnie znaleźć środek na trawienie, który pomoże pani lepiej strawić tego przystojnego półgłówka - odpowiedział bezlitośnie.
wymierzyłam mu policzek, a potem go pocałowałam. do odjazdu powtórzyliśmy podobną scenę jeszcze dwa razy.

w tych zdaniach jest zawarta kwintesencja całej historii. laura i jej romanse stanowią trzon opowieści. każdy kolejny mężczyzna jest lekarstwem na rutynę, która wkrada się do każdego związku i ujawnia skrywane wcześniej śmierdzące całe lato skarpetki, codziennie dyskretne pijaństwo czy powtarzane do znudzenia te same teksty (:)). i jak tu znaleźć idealnego mężczyznę, gdy samym nam kobietom daleko do ideału. kompromis nieunikniony. błędy również.

śmieszy mnie podejście matki laury (i dystansu samego viewegha?) do czechów, których uważa za zakompleksionych słabeuszy, domowych tyranów, wulgarnych prymitywów bądź beznadziejnych gburów, dlatego swojego idealnego mężczyzny szuka poza granicami kraju, a najlepiej czuje się w chmurach, podróżując samolotem, oderwana od rzeczywistości. może i w tym szaleństwie jest metoda, a może i nie.

ups, nie wspomniałam ani słowa o oliverze. zachęcam do przekonania się na własne oczy, ile zamieszania wprowadził ten czterdziestolatek w życie młodej laury.

ocena: 5/6.

póki rekin śpi

rekin
bałam się tej książki. podchodziłam do niej ostrożnie, powolutku, nieśmiało. naczytałam się, że ta powieść boli i swędzi, a mi udało się przejść przez nią trochę łagodniej i jakby z poczuciem ulgi, że nie wszystko stracone, że jest jakieś wyjście. owszem, to nie jest historia pełna szczęśliwych i radosnych chwil, ale przecież to takie życiowe (ludzkie?) popełniać błędy albo co gorsza 'dostawać czyjeś błędy', bo nic innego ktoś nam dać nie może. inną sprawą jest zgoda na takie życie, ale o tym wszystkim się tak prosto tylko mówi.

w naszym domu każdy ma obsesję na jakimś punkcie: dla mamy to uroda, dla taty ameryka południowa, dla mojego brata doskonałość, a dla ciotki narzeczony.
ja wymyślam opowieści, bo kiedy tutejszy świat mi się nie podoba, przenoszę się do mojego i bardzo mi tam dobrze.

mnie dobrze było, że mogłam zajrzeć do świata 18-letniej narratorki, bo chociaż świat ten razi w oczy i otwiera zabliźnione rany, to jednak bije z serc bohaterów dobroć i potrzeba naprawy tego, co się jeszcze da naprawić.

nie umiem więcej napisać o tej książce. po prostu była taka moja.

ocena: 5,5/6.

sprawa niewiernej klary

klara
jakież przyjemne to było spotkanie z tym czeskim pisarzem! michal viewegh potrafi zaczarować swoim lekkim piórem, nietuzinkowym (czeskim!) humorem i trafnymi spostrzeżeniami. za mną więcej obejrzanych czeskich filmów niż przeczytanych czeskich książek, ale właśnie zamierzam to zmienić, a sprawa niewiernej klary mnie w tym postanowieniu utwierdziła.

zaczyna się niepozornie. do agencji detektywistycznej prowadzonej przez denisa (specjalizującej się w zdradzanych małżonkach, partnerach) przychodzi norbert - pisarz, który twierdzi, że chce napisać książkę o wyżej wymienonym fachu. okazuje się to być przykrywką dla niepochamowanej zazdrości mężczyzny, który jest więźniem swojej wyobraźni i ciągle podejrzewa swoją dziewczynę klarę o zdradę. jak przepowiada tytuł książki, podejrzenia okazują się prawdą. swoją drogą - denis ma na nazwisko pravda i taka też jest nazwa jego agencji. jednak tym razem śledztwo nie będzie miało zwyczajnego przebiegu...

viewegh prezentuje w tej powieści dwa podejścia do zazdrości. denis jest przykładem osoby, która akceptuje zdrady swojej żony (a ona jego), co więcej: wiedzą o swoich podbojach i opowiadają sobie swoje doświadczenia. pomiędzy nimi (pozornie?) nie ma zazdrości. zdystansowany detektyw przekonuje chorobliwie zazdrosnego norberta, że zazdrość to stan i ...naprawdę jest raczej przejawem miłości własnej niż do drugiej osoby i że kluczem do całego problemu jest zdolność do prawdziwego uczucia. 

w tym wypadku nic nie jest czarne, ani białe, a odcieni szarości 256 i tyle możliwych perypetii pomiędzy bohaterami. gorąco polecam ich kolorowanie!
ocena: 5/6.

o czym myślę, kiedy...

murakami
nowy murakami mnie zaskoczył, bo że to fajny facet jest, przeczuwałam od dawna, ale że taki z niego wytrwały i odważny(!) biegacz, to dowiedziałam się dopiero po przeczytaniu nowej książki o czym mówię, kiedy mówię o bieganiu.

po pierwsze, bieganie jest dla mnie czymś zupełnie męczącym i niesprawiającym żadnej przyjemności ani satysfakcji, zatem z pewną konsternacją zaglądałam do tego pamiętnika (jak zostało zaznaczone na okładce i jak sam murakami swoje pisanie w tej książce nazywa). niepotrzebne były moje obawy, gdyż całkiem przyjemnie ukazane zostało to bieganie pomieszane z pisaniem. 

murakami przekonuje, że:
zmuszenie się do największego wysiłku, do jakiego jesteśmy w stanie się zmusić przy wszystkich naszych ograniczeniach - oto istota biegania i metafora życia, a dla mnie również pisania.
 
murakami2ja mu wierzę i w inne słowa, które pojawiają się w tej książce. uroczym elementem są zdjęcia biegającego harukiego (tak, na tych zdjęciach widać, że to prawdziwy człowiek z krwi i kości, więc postanowiłam się spoufalić i zwracać się do niego po imieniu). naprawdę, jestem pod wrażeniem. jego osoby, jego wytrwałości, determinacji, a zwłaszcza tego, że ten skromnej budowy człowiek przebiegł jednego dnia 100km. jak to zrobił, nie wiem, ale bardzo ładnie to opisał. 

a czytało mi się tak przyjemnie, bo z zieloną herbatą i słodkościami. ulubionymi! 

ocena: 5/6.