Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antoni libera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antoni libera. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 grudnia 2010

madame

madame
teatr, literatura, muzyka nieustannie rywalizują ze sobą w tej książce. a to zamieniają się miejscami, kiedy indziej sobie ustępują, karmią głównego bohatera swoim istnieniem, a wszystko to dzieje się na tle lat 60. zeszłego wieku, obnażając peerelowską rzeczywistość. książka rozpoczyna się i kończy westchnieniem: kiedyś to były czasy! te historie, te wspomnienia, legendarne romanse. czy to nie dzieje się ciągle i nieustannie, tylko pespektywa wszystko zmienia.

głównym wątkiem wydaje się być (bo nie jestem pewna, czy do końca jest) zafascynowanie licealisty pewną m a d a m e - tajemniczą, piękną, zadbaną, nieskazitelną ze wszystkimi przypadłościami, które stanowią jej sekrety. czytelnik musi uzbroić się w cierpliwość, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o tej kobiecie. musi przedrzeć się (z wielką przyjemnością oczywiście) przez poszczególne anegdoty, gombrowiczowskie lekcje w szkole, występy teatralne głównego bohatera, który swoją drogą jest nad wyraz dojrzały, inteligentny, oczytany (mogę tak jeszcze długo) jak na swój wiek. z jednej strony próbuje się on zbliżyć do madame, która jest nauczycielką francuskiego i dyrektorką jednocześnie, a z drugiej próbuje się od niej uwolnić, skupić się na swoim pisarstwie, bo tą drogą zdecydował się iść po próbach zostania muzykiem i aktorem. zresztą madame we własnej osobie ma swój udział w tej ścieżce.
polubiłam madame, polubiłam tego 'chłopca'. i sposób, w jaki pisze antoni libera. ten język to kolejny bohater w tej powieści.

ocena: 4/6.