
owszem, malarzem byłem kiepskim, ale jakim się za to okazałem kolekcjonerem!
wydaje się, że nasz bohater przeżył już swoje życie, pierwsza żona go opuściła, synowie nie utrzymują z nim kontaktu, druga żona umarła, zostawiając go w wielkim, pustym domu. niespodziewanie w jego życiu zjawia się pewna młoda pisarka, która zaczyna interesować się malarzem i nie owijając w bawełnę, stara się wprowadzić trochę radości (żeby nie powiedzieć - życia) w jego osobie. ciekawi ją wszystko - począwszy od intymnych listów od byłej kochanki, poprzez historię śmierci jego rodziców, skończywszy na tajemniczym spichlerzu, do którego nikt nie ma prawa zaglądać. tak jak w historii z sinobrodym, który zabija swoje kolejne żony za wścibstwo i zaglądanie do jedynej zabronionej komnaty, rabo przywdziewa maskę ponuraka i straszyciela. phi! misja pisarki jednak nie kończy się tak nieszczęśliwie, ale owocuje nawiązaniem przyjaźni z malarzem.
to moje drugie spotkanie z vonnegutem, całkiem zresztą udane. zabawne, ironiczne, trochę absurdalne.
spodobało mi się jedno zdanie z innej książki vonneguta - kociej kołyski - po którą mam zamiar siegnąć w następnej kolejności.
muszę mieć taki pojemnik na śmieci, w którym się zmieści cała rzeczywistość.
ocena: 4,5/6.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz