poniedziałek, 11 lipca 2011

podróż zimowa

ta króciutka powiastka z jednej strony może powodować niedosyt, a z drugiej radość, że amelie nothomb wydała po raz kolejny coś niedługiego, coś psychologicznego, coś dokładnie w jej stylu. 

ja zaliczam się do tej drugiej grupy, gdyż wszystko, co zostało napisane przez tę belgijską pisarkę idealnie komponuje się w mojej głowie i tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że amelie nothomb jest niezwykle oryginalną postacią. nie wiem, skąd jej do głowy przychodzą pomysły na książki, ale zazdroszczę jej tworzenia niebanalnych historii w tak krótkich objętościach. większość jej książek ma około 100 stron.

tym razem amelie przedstawia nam zoilę - mężczyznę, który z powodu zawodu miłosnego postanawia rozbić samolot. tuż przed wylotem spisuje swoje myśli i cofa się do przeszłości, z racji tego możemy się dowiedzieć, jak potoczyła się jego historia miłosna, a raczej antymiłosna.

dla mnie w tej książce zawarta jest stuprecontowa pani nothomb - mocno wnikająca w bohaterów, pomijająca wszelkie zbędne opisy i przechodząca do sedna sprawy pisarka. taką ją lubię i taka mi się póki co nie nudzi, wiec polecam tę krótką historię waszym oczom.

mnie natomiast najbardziej przypadł mi do serca fragment o zakochiwaniu się zimą.



ocena: 5/6.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

co by tu przeczytać...

zabiegany maj, zabiegany czerwiec. pod ręką staram się układać tylko psychologiczne książki, ewentualnie notatki z edytorstwa. chociaż w głowie mam potrzebę sięgnięcia po coś fabularnego, to jednak żeby nie mieć wyrzutów sumienia w stosunku do nauki, nie sięgam po nic. pomijając dzisiejszy spacer, podczas którego (o dziwo nie wiem, jak to się stało?) natknęłam się na dwie księgarnie. matras standardowo bawi książkami z serii kalejdoskop za 4,90, a traffic po prostu jest jedną z ulubionych warszawskich księgarni (na półce z nowościami zawsze to, co mam w planach do przeczytania), rzut beretem od domu, więc tym bardziej przyciąga. zatem stosik. podejrzewam, że w drugiej połowie lipca nadrobię zaległości. tymczasem jedna sesja, druga sesja, trzecia sesja, magisterka, goodbye.


cztery książki wydawnictwa muza, seria kalejdoskop:
1. andrei makine - kobieta, która czekała
2. juliette kahane - bywalcy metra
3. philippe djan - nieczystości
4. philippe besson - babie lato

dwie pisarki, których książki czytam z uwielbieniem i sięgnę po wszystko, co wyjdzie spod ich pióra:
5. amelie nothomb - podróż zimowa
6. agnieszka drotkiewicz - jeszcze dzisiaj nie usiadłam 

jedna książka pisarki, której jestem od bardzo dawna ciekawa, a jeszcze nie miałam okazji:
7. joanna bator - japoński wachlarz. powroty

sobota, 28 maja 2011

córka żołnierza nie płacze

kaylie jones jest córką słynnego pisarza jamesa jonesa. jest to jedyna powieść tej autorki wydana u nas w kraju, a szkoda, bo chętnie sięgnęłabym po inne jej pozycje. córka żołnierza nie płacze to świetnie napisana powieść obyczajowa, pisana z perspektywy czasu przez młodą kobietę, która wspomina swoje dzieciństwo w paryżu, zaadoptowanie przez rodziców małego chłopca, który zupełnie zmienia stosunki w rodzinie, zazdrość wobec najbliższych, a z drugiej strony trwanie przy sobie w najtrudniejszych chwilach.

kaylie jones zachwyca bezpretensjonalnością i łatwością wchodzenia w głowy bohaterów. relacje w tej rodzinie mogą być skomplikowane, ale nikt nie zapomina o sobie nawzajem. ich życie w książce toczy się płynnie, z dojrzewaniem dzieci w tle, z pierwszymi doświadczeniami seksualnymi i pierwszymi bójkami, z liberalnym podejściem do życia, ze swobodą wychowywania w zaufaniu, a jednocześnie w szacunku i zrozumieniu. 

chociaż główna bohaterka - córka żołnierza - była małą, rozpieszczoną egoistką, to jednak wyrosła na mądrą kobietę, która pisze swoje wspomnienia - po części fikcyjne, bo pamięć wybiórczo traktuje doświadczenia i zachowuje je w głowie w różnej, często zmienionej postaci. tak naprawdę nie jest to dosadnie napisane, ale powieść można nazwać autobiograficzną, a na pewno dotyczącą relacji pisarki z ojcem. 

jest to kolejna książka z serii kalejdoskop, która mnie ujmuje i sprawia, że czuję radość z przeczytania książki. trudne relacje pod płaszczykiem swobodnego stylu pisarki można połknąć w jeden wieczór, jednak polecam dawkować sobie tę przyjemność poznawania prawdy o rodzinnych smaczkach, nawet jeśli bywają słodko-gorzkie.



ocena: 5/6.

środa, 11 maja 2011

okruchy codzienności

w miasteczku najważniejsze są kościół, ratusz i sklep spożywczy, choć sklepowi przydałoby się odmalowanie.

elizabeth strout umieściła bohaterów powieści w małym miasteczku, w którym niewiele się dzieje. mieszkańcy zajmują się codziennymi, z pozoru błahymi rzeczami, nikt specjalnie się nie wyróżnia, żeby sąsiedzi nie mieli o czym dyskutować (największa rozrywka w miasteczku!). życie płynie wolno i całkiem leniwie. powoli z powieści wyłania się obraz samotnych, ukrywających swoje żale i złości ludzi, którzy często żyją życiem, które mimo iż sami wybrali, to nie jest ono spełnieniem ich marzeń.

teoretycznie główną bohaterką powieści jest olive kitteridge - powściągliwa i surowa nauczycielka matematyki, jednak każdy rozdział, każde opowiadanie skupia się wokół poszczególnych osobowości w miasteczku i społecznych problemów, które otaczają mieszkańców. elizabeth strout ukazuje szeroki wachlarz często ukrytych emocji, jakie targają bohaterami. to całe emocjonalne spektrum powoduje, że nie da się przeczytać książki za jednym razem. po kilkudziesięciu stronach robi się duszno i trzeba otworzyć okno, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i po jakimś czasie wrócić do powieści. inaczej można czasem udusić się beznadzieją i smutkiem, który choć często niewidoczny, to mimo wszystko siedzi w każdym z bohaterów.

okruchy codzienności powinno się czytać niespiesznie, żeby dostosować swój rytm czytania do rytmu życia bohaterów. wtedy łatwiej docenić tę powieść, a nawet się nią zachwycić. akcji tutaj niewiele, ale sama psychologia postaci powoduje, że warto sięgnąć po tę książkę, a ja czekam na kolejną powieść tej autorki. chciałabym, żeby następnym razem przemyciła więcej budujących emocji.



ocena: 4,5/6.